Polskie > Co zadecyduje, że wyborcy pójdą do urn?
25 Feb 2019

Co zadecyduje, że wyborcy pójdą do urn?

Co zadecyduje, że wyborcy pójdą do urn?

Czy mamy szansę na większą mobilizację wyborców? 

W maju wybory do Parlamentu Europejskiego. Co zadecyduje o tym, że wyborcy pójdą do urn? Czy istnieją czynniki i okoliczności, które sprawią, że chętniej oddadzą swoje głosy? Podczas spotkania  Twój głos ma znaczenie dla przyszłości Unii Europejskiejo angażowaniu wyborców rozmawiali Agnieszka Cianciara z Instytutu Studiów Politycznych PAN, Kerry Longhurst z Collegium Civitas, Jan Jakub Chromiec z forumIdeiFundacji Batorego oraz Magdalena Wnuk analityczka portalu MamPrawoWiedziec.pl. 

Problem z demokracją

–  W pierwszych wyborach do PE, średnia frekwencja dla dziewięciu wówczas państw członkowskich wynosiła ponad 60%, w 2014 r. było to 42,6%. Podobnie jak dziś, również wówczas uważana była za niską…  Ciekawe jest to, że frekwencja spada, mimo tego że kompetencje PE sukcesywnie rosną– mówiła prof. Agnieszka Cianciara pokazując dość skomplikowaną drogę do ustanowienia bezpośrednich wyborów do PE, a także ich już 40-letnią historię. Cianciara przywołała wiele argumentów pojawiających się w debacie publicznej, w których za spadającą frekwencję wini się samą Unię Europejską. Wśród nich przeważają głosy że Parlament jest daleko, a wyborcy tak naprawdę nie rozumieją czym się zajmuje. Wielu z nich traktuje wybór Europosłów jako wybory tzw. drugiego rzędu. Porównanie frekwencji w wyborach do europarlamentu i parlamentów krajowych pokazuje, natomiast, że problem z demokracją, problem z legitymizacją demokratyczną i udziałem obywateli w procesie demokratycznym dotyczy tak samo poziomu krajowego, jak i europejskiego.
 – Warto zatem myśleć o mobilizacji obywateli w wyborach do Parlamentu Europejskiego, jako o elemencie ważnej strategii mobilizacji obywateli w naszych systemach demokratycznych w Europie– podsumowała Cianciara. 

Wpływ na indywidualne losy

Kerry Longhurst wychodząc w swojej analizie od pytania „Dlaczego Brytyjczycy nie głosowali gromadnie w wyborach do Europarlamentu, a potem licznie zagłosowali w referendum [w sprawie Brexitu – przyp. red.]?” pokazała, jej zdaniem, kluczowe elementy mogące zwiększyć zaangażowanie obywateli w majowych wyborach. Po pierwsze głosujący muszą mieć poczucie, iż kwestia dokonania wyboru dotyczy ich indywidualnie, tak jak mieli to głosując za lub przeciw Brexitowi. Drugą kwestią są media krajowe. To one decydują o dostępie do informacji na temat spraw europejskich i tego, co dzieje się w Parlamencie Europejskim. Filtr, który one nakładają na przekaz kierowany do obywateli, może mieć kluczowe znaczenie w budowaniu zaangażowania. Ostatnim znaczącym elementem dla podniesienia frekwencji w nadchodzących wyborach może być pojawienie się w debacie publicznej więcej kwestii ogólnoeuropejskich, ponadnarodowych. – Coś takiego jak społeczeństwo ogólnoeuropejskie nie istnieje i może to jest czas, żeby o takiej społeczności myśleć, do tej pory jeszcze nie miało to miejsca –mówiła dr Longhurst. Zwróciła uwagę, że we wszystkich państwach członkowskich brakuje wspólnych tematów europejskich, które mogłyby występować w kampanii do Parlamentu Europejskiego 

Gorsza przyszłość poza wspólnotą

Jan Jakub Chromiec skupił się na roli narracji europejskiej jako ważnym czynniku zachęcającym do aktywności obywatelskiej. Podkreślał potrzebę zmiany narracji na taką, która silniej zakorzeni proeuropejskie podejście wyborców do UE. – W polskiej narracji europejskiej zaszły zmiany w ostatnich latach, które sprawiają, że mówienie tak jak dotychczas o Unii jest niekorzystne– podkreślał Chromiec. Wśród „grzechów” obecnej narracji europejskiej wymienił technokratyczny język i odpolitycznienie przekazu o Unii Europejskiej. Według niego negatywnie na postrzeganie Unii wpływa również oparcie narracji na twierdzeniu, że Polska powinna gonić Europę, a także hurraoptymistyczne przekonanie, że Unia zapewni nam zawsze lepszą przyszłość. Według niego pomysłem na przełamanie tej niekorzystnej tendencji jest ponowne wprowadzenie języka polityki do narracji o Unii Europejskiej. – Przykładem może być podkreślanie, że UE jest stroną w konfliktach, w których Polska sama sobie nie poradzi. Warto też mówić o tym, że Polska jest już dojrzałym członkiem Unii, który może mieć bardzo znaczący wpływ na unijną politykę, o ile umiejętnie go wykorzysta – mówił Chromiec. Zaznaczał, że warto również wzmocnić przekaż, że członkostwo w Unii może uchronić nas przed znacznie gorszą przyszłością poza wspólnotą europejską. Należy jednak pamiętać, że to, co się mówi, trzeba kierować precyzyjnie do wybranego odbiorcy, wykorzystując wiedzę zdobytą w badaniach społecznych. Ważne, aby konkretne komunikaty nie tylko został usłyszane, ale także zrozumiane i zaakceptowane. Dla młodych ludzi ważna będzie stabilność ryku pracy, a dla przedsiębiorców ułatwienia w eksporcie.

Co czujemy do Unii?

Magdalena Wnuk, analityczka portalu MamPrawoWiedziec.pl, z dystansem odniosła się do kładzenia nacisku na język korzyści. Według niej w kampanii tak naprawdę będzie chodziło o emocje. Podzieliła się swoimi doświadczeniami z poprzedniej kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego, kiedy to działano z poczuciem, iż należy komunikować się z wyborcami mówiąc o konkretnych zyskach z członkostwa (np. braku dodatkowych opłat za połączenia telefoniczne na terenie Unii). – Problem pojawia się wtedy, gdy mamy angażować emocje obywateli i mówić nie o interesie, ale o czymś więcej, o czymś co sprawia, że ci ludzi rzeczywiście do tych urn idą, bo to często nie jest wcale twardo rozumiany interes, choć są też takie grupy wyborców, ale często są to właśnie emocje –podkreślała Wnuk. Brak pozytywnych i istnienie negatywnych emocji w stosunku do Unii Europejskiej uznaje za jeden z czynników, który doprowadził do Brexitu. Magdalena Wnuk zaproponowała, aby przed ponownym wejściem w tryb kampanii wyborczej i rozpoczęciem kolejnej rozmowy o konkretach, zastanowić się nad tym jakie są nasze – zwolenników członkostwa – emocje związane z Unią: Jak właściwie my ją czujemy? Co dla nas jest ważne? Jak możemy ją dalej nieść i komunikować wyborcom? – Jeśli chcemy budować społeczeństwo europejskie, to musimy starać się zrozumieć też nastroje negatywne, szukać wspólnego języka ze stroną antyunijną i próbować się z nimi porozumieć– podsumowała.

Jasno określona oś sporu

Na koniec panelu ponownie głos zabrała prof. Cianciara, odnosząc się do stwierdzenia, że brakuje paneuropejskiej przestrzeni publicznej – Ewolucja […] czyli przejście do wyborów bezpośrednich, która się dokonała w ‘79 roku to jest oczywiście ewolucja w pół drogi, dlatego, że mamy wybory bezpośrednie, ale pozostaliśmy przy okręgach wyborczych spójnych z granicami państw. Przypomniała, że w eksperckiej debacie o Unii, jednym z pomysłów na przełamanie dominacji perspektyw krajowych było stworzenie, oprócz krajowych list wyborczych, jednej „paneuropejskiej” listy wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Skomentowała również uwagę, iż brak zaangażowania wyborców w wyborach do Parlamentu Europejskiego może wynikać z faktu, że nie ma tam jasno określonej osi sporu (za lub przeciw). Uznała, że w zbliżających się wyborach ta alternatywa jasno się zarysowuje: po jednej stronie tworzy się sojusz konserwatywnych, eurosceptycznych przywódców politycznych takich jak premier Węgier Viktor Orban czy wicepremier Włoch Matteo Salvini, a po drugiej np. prounijny sojusz budowany wokół liberałów pod przywództwem prezydenta Francji Emmanuela Macron i premiera Holandii Marka Rutte. Taka oś sporu jest oczywiście potencjalnie niebezpieczna dla trwałości projektu europejskiego, jednak może przyczynić się do większej mobilizacji wyborców.

Zapraszamy do obejrzenia całości debaty „Twój głos ma znaczenie dla przyszłości Unii Europejskiej”, które odbyło się w ramach „Świata pod lupą” 12 października 2018 r.